Wywiad: Avanchini, Fumic, Marotte (Cannondale)

Cannondale Factory Racing – Henrique Avanchini, Manuel Fumic oraz Maxime Marotte w wywiadzie

Cannondale Factory Racing Michele Mondini

Tuż po Pucharze Czech w Brnie i jeszcze przed zdominowanym przez Cannondale Factory Racing wyścigu Górale na Start (UCI C1) w Wałbrzychu - trio Avanchini, Fumic, Marotte opowiedzieli nieco o życiu kolarza w czasie pandemii, o ich sprzęcie czy o oczekiwaniach przed nadchodzącym PŚ w Novym Mescie.

Już w przyszłym tygodniu (29.09 - 04.10) rozegra się Puchar Świata XC w Novym Mescie na Morave - w tym wyjątkowym ze względu na pandemię roku będzie to podwójny Puchar Świata, bo w Czechach rozegrane zostaną dwie jego rundy. Już tydzień później światowa czołówka XC powalczy z kolei o tytuły Mistrzów Świata w austriackim Leogangu. Przed kluczowymi startami sezonu 2020 ekipa Cannondale Factory Racing zbierała wyścigowe kilometry podczas Pucharu Czech w Brnie, a następnie podczas wyścigu Górale na Start w Wałbrzychu (kat. UCI C1), gdzie w sprinterskim finiszu Henrique Avanchini (Cannondale) ograł swojego teamowego kolegę Maxime Marotte'a. Przy okazji startu w czeskim Brnie zawodnicy ekipy fabrycznej Cannondale'a odpowiedzieli na kilka pytań.

 

 

 

 

Znacie jakieś czeskie słówka?

Max: Piwo. Moja żona podczas studiów mieszkała rok w Pradze i nauczyła mnie parę słów, ale pamiętam tylko to najważniejsze – piwo.

Mani, na początku czerwca nabawiłeś się kontuzji. Jak się teraz czujesz i jak wygląda rekonwalescencja? 

Mani: Jeśli mam powiedzieć prawdę, to teraz czuję się świetnie. W dalszym ciągu mam jakieś problemy, ale te miałem zawsze. To się już chyba nie zmieni. (śmiech)

Przede wszystkim strasznie się cieszę, że mogę być tutaj. W końcu po bardzo długiej przerwie mogę być tu z całą ekipą. Chociaż z Maxem już się widzieliśmy trochę wcześniej. Mieszka o wiele bliżej mnie niż Ave. Tutejsze spotkanie to okazja na wypróbowanie parę rzeczy i po prostu żeby w końcu pojeździć. Mamy trochę czasu do bardzo ważnego wyścigu w Nowym Mieście, a pobyt tu w Brnie jest dla mnie kolejną motywacją i impulsem do większej pracy. Mam nadzieję, że przed Nowym Miastem będę w tej najlepszej formie.

Ave, słyszałem, że u siebie w kraju bierzesz udział w jakimś projekcie. Możesz nam coś o tym powiedzieć? 

Ave: Praktycznie cały czas byłem poza domem. Współpracuję z dwoma ekipami konstruktorów nad kilkoma projektami. Wykorzystałem ten wolny czas na to, żeby się bardziej zaangażować w rozwój kolarstwa górskiego w mojej ojczyźnie (Brazylia - przyp. red.). Udało wybudować pump track, co było jednym z naszych tegorocznych projektów. Teraz to jest jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w naszym mieście. Naprawdę mam frajdę z tego, że jest to miejsce spotkań ludzi.

Max - niedawno się ożeniłeś. Czy miało to jakiś wpływ na twoją sportową karierę?

Mani: OK, to ja wrócę za dwadzieścia minut... (śmiech)

Max: W moim życiu się właściwie nic nie zmieniło, ponieważ już osiem lat jesteśmy razem. Wydaje mi się, że narodziny dziecka będą większą zmianą. W każdym razie dobrze się bawiłem. Była to dosyć duża impreza, prawie cały team z nami świętował i to było super. Zabrakło tam jedynie Henrique, ponieważ mieszka zbyt daleko. Oczywiście największą gwiazdą wieczoru był ten oto pan, który siedzi po mojej lewicy (Manuel).   

Mani: No, musicie być odważni, żeby zaprosić mnie na imprezę! Szczególnie kiedy tak rzadko się widzimy! (śmiech)

Max: Teraz u nas wszyscy w domu nie mówią o nikim innym, jak o gościu, który siedzi przy barze i wszystkich zabawia oraz radzi, w jakich proporcjach zmieszać poprawnie gin z tonikiem i …“  (Wszyscy się śmieją)

To nasuwa kolejne pytanie. Cały tegoroczny sezon był odwrócony do góry nogami, ale mimo wszystko są tego jakieś plusy. Jakie Wy widzicie?

Max: Rowery górskie stały się jeszcze bardziej popularne. Oczywiście w mojej ojczyźnie, chociaż mam informacje, że i w innych krajach sprzedało się dużo więcej rowerów w porównaniu z ubiegłymi latami. Więc w świecie kolarstwa możemy mówić o pewnego rodzaju rewolucji. Ludzie się przekonali, w jak dużym stopniu jazda na rowerze jest korzystna. Ten okres jest dla przemysłu rowerowego naprawdę sprzyjający. Zobaczymy, jak będzie w przyszłości.

 

 

 

 

Jak lockdown wpłynął na Wasze życie prywatne?

Max: Mogłem być dłuższą chwilę w domu i była to okazja, którą musiałem w pełni wykorzystać. W ubiegłych latach ciągle podróżowałem. W związku z tym taki długi pobyt w domu był nawet trochę dziwny, aczkolwiek świetny pod każdym względem. Mam wrażenie, że udało mi się naczerpać energię. Cała ta sytuacja miała ogromny wpływ na wszystkich wokół, ale według mnie to jest okazja, żeby wszystko zweryfikować, wyciągnąć wnioski i ruszyć dalej.

Mani: Jeżdżę już zawodowo na rowerze dwadzieścia lat, a w związku z tym podróżuję po całym świecie. Chcę powiedzieć, że nie ma mnie w domu jakieś 180 – 200 dni w trakcie roku, a mam trójkę dzieci. Jeśli mam być szczery, to był pierwszy raz, kiedy mogłem w pełni poświęcić im cały swój czas. Nigdy wcześniej nie miałem takiej okazji. Dzięki temu nasze więzi się bardziej zacieśliły i nie mówię tylko o żonie, dzieciach, ale ogólnie. W trakcie pandemii masz większy kontakt z innymi niż przedtem. Właśnie jest to całkowicie odwrotna sytuacja. Normalnie możesz się z każdym codziennie spotkać, ale nie przyjdzie ci do głowy, żebyś do kogoś tak bez powodu zadzwonił. Kiedy granice były zamknięte, byliśmy w kontakcie z całym teamem. Co poniedziałek mieliśmy wideokonferencję. Była to stosowna okazja, żeby podzielić się z innymi swoimi odczuciami, dowiedzieć się, jak się czują, ponieważ w różnych krajach były inne zakazy i ograniczenia. Szczerze powiedziawszy, np. w Niemczech niewiele się zmieniło. To, co się zmieniło, to bardziej puste ulice, ponieważ ludzie bali się wychodzić na zewnątrz. A Max przykładowo był całkowicie odcięty od świata - jak długo?

Max: Jakieś dwa miesiące.

Mani: Dwa miesiące! W każdym kraju było inaczej. Ta sytuacja pomogła mi w większym stopniu zbliżyć się z rodziną i z całym teamem. A jeśli spojrzę na to z szerszej perspektywy, miało to pozytywny wpływ na nasz rowerowy świat. Rowery zaczęły się sprzedawać w dużych ilościach a ludzie w większym stopniu zainteresowali się kolarstwem. Przedtem to był tylko sport, teraz ludzie zaczęli jeździć na rowerach do pracy. Nagle patrzą na rower jako na środek transportu, którym mogą pojechać na wycieczkę, może to być relaks i lek na stres. Mam nadzieję, że ten trend się utrzyma. To, co się dzieje wokół, świadczy o tym, że by tak mogło być. Z obserwacji wynika, że temat kolarstwa jest obecnie bardzo częsty. Uważam, że pod tym względem cała ta sytuacja wywołala korzystny wpływ. Myślę, że to może bardzo pomóc naszemu rowerowemu światu.

Ave: Mani chyba powiedział wszystko na ten temat, ja już nie mam zbyt wiele do dodania. Jeśli chodzi o moje życie osobiste, to w zeszłym roku zostałem ojcem, a odkąd córka pojawiła się na świecie, nie miałem okazji spędzić z nią więcej niż trzy tygodnie. Zazwyczaj jestem 200 dni poza domem - jestem z całej ekipy tym, który najwięcej podróżuje. W pandemii było inaczej. Byliśmy razem całe pięć miesięcy. Miałem okazję zobaczyć na własne oczy, jak rośnie, jak zaczyna chodzić i mówić. Już tylko to, że widzisz, jak się rozwija, to jest wspaniałe doświadczenie. Jeśli chodzi o ogół, to chłopcy już wspomnieli parę ciekawych aspektów. Moim zdaniem teraz też trwa okres, kiedy można na nowo rozważyć, w jaki sposób będzie funkcjonował nasz sport. Warto by było dogłębnie przemyśleć, jakie zmiany można wprowadzić w kalendarzu zawodów albo w sposobie, jak te zawody organizować. Uważam, że mamy szansę się ocknąć i zobaczyć, że istnieje parę rzeczy, które dotyczą naszego sportu, a nie są w porządku. Albo przynajmniej możemy coś ulepszyć. Tak więc z długoterminowego punktu widzenia mogło by to przynieść poprawę. 

 

(czytaj dalej)
comments powered by Disqus

Podobne artykuły