Jaroński: „Kwiato” a kukułcze jajo

Blog Tomasza Jarońskiego z cyklu "Nie taję, że..."

Nie taję, że jestem pod wrażeniem pięknego zwycięstwa Michała Kwiatkowskiego w Tirreno – Adriatico. „Kwiato” w wieku niespełna 28 lat ma na koncie tak wiele sukcesów, że aż głowa boli.

Mistrzostwo świata, monument Mediolan – San Remo, inne ważne jednodniówki – Amstel Gold Race, Strade Bianche (dwa razy), San Sebastian, E3 i kilka innych sukcesów etapowych, wyścigowych łącznie z mistrzostwami Polski. Rozmaitych koszulek liderów rozmaitych klasyfikacji w jego dossier też niemało. Śmiało więc można zapytać, czego Michałowi brakuje? Oczywiście Liege – Bastogne – Liege. O zwycięstwie w „Staruszce” Kwiatkowski marzy już od kilku lat (był dwa razy trzeci) i ten kwietniowy wyścig wydaje się być celem numer jeden w tym sezonie. Jestem pewien, że wcześniej czy później (raczej wcześniej) Polak ten wyścig wygra. I co dalej? Moim zdaniem odpowiedź jest prosta, jak trasa czasówki w San Benedetto del Tronto - Tour de France! 

W galerii zwycięstw kolarza Sky nie ma etapu w Wielkim Tourze, nie ma oczywiście także zwycięstwa w klasyfikacji generalnej takowego wyścigu. Giro czy Vuelta, to nie są wyścigi dla „Kwiato”, choć pewnie o etapowy skalp byłoby tam łatwiej. Zresztą Michał na wielkich tourach bywał już bliski sukcesu, ma bowiem miejsca 2, 3, 4 na etapach, a 11. w generalce „Wielkiej Pętli” (2013). Nie o to jednak chodzi. Nasz mistrz może i dawniej, bo po przejściu do Sky ten temat raczej nie wraca w wypowiedziach, jasno deklarował, że interesuje go klasyfikacja generalna Tour de France. I może ten pomysł nie jest tak niemożliwy, jak się nam wydaje. Era Chrisa Froome’a, niezależnie od jego obecnych perypetii, mija. Myślę, że już niedługo Sky pozbędzie się kolarza, który ostatnio pełni rolę kukułczego jaja. Pewnie w tym roku brytyjski Kenijczyk, o ile wizerunkowo wyjdzie na prostą, powalczy o kolejny triumf w Tour de France, ale za rok… zobaczycie, że nie. Cicho i spokojnie podziękują mu „niebiańscy” za długoletnia współprace. Na kogo więc postawi Sky? Na chimerycznego Thomasa? Na niepewnego Henao? Na młodszych, którzy muszą jeszcze pobierać nauki? Otóż nie. Na Kwiatkowskiego!

 

 

 

 

Za rok Polak będzie tuż przed trzydziestką, czyli w wieku najlepszym jeśli chodzi o wielkie toury. Jazda w dużych górach to jedyna rzecz, nad którą Michał musi popracować. A przecież Kwiatkowski ma predyspozycje do jazdy w Alpach czy Pirenejeach. Wystarczy zmienić cykl przygotowań. Teneryfa, Teneryfa, treningi, treningi, zmiana sylwetki, wycieniowanie… Żadnych celów po drodze. Budowanie formy, starty bez obciążeń, błysk na Criterium du Dauphine, a później „Wielka Pętla” i koniec sezonu. Historia kolarstwa zna przypadki takiej metamorfozy. Jalabert, Wiggins kompletnie nie pasowali swego czasu na kolarzy wielkotourowych, a jednak błyszczeli i wygrywali. 

W dodatku od kilku lat obserwujemy tendencję, że Tour de France jest łatwiejszym, jeśli chodzi o górskie tereny, wyścigiem niż Giro czy Vuelta. Francuzi nie muszą budować prestiżu, wizerunku wyścigu poprzez karkołomne zjazdy i niebotyczne podjazdy. To domena Włochów czy Hiszpanów, którzy w ten sposób starają się nie tracić kontaktu z Tour de France, a jednocześnie podkreślić swoją wyjątkowość. Oczywiście i tak, i tak najtrudniej wygrać w lipcu, ale Kwiatkowski już nie raz pokazał, że we francuskim tourze czuje się jak kwiatek na łące (ładniej brzmi niż ryba w wodzie). Zebrane doświadczenie też jest w tej sytuacji bezcenne. 

OK. Na razie wiemy, że Tour de France 2019 wystartuje z Brukseli. Czy z Kwiatkowskim w roli lidera Sky? Czas pokaże, ale moim skromnym zdaniem nie jest to scenariusz niemożliwy.

comments powered by Disqus

Podobne artykuły