Tomasz Jaroński: Mrugający Majka

Blog Tomasza Jarońskiego z cyklu "Nie taję, że..."

Tomasz Jaroński

Nie taję, że o tegorocznym Tour de France nagadałem się jak nigdy. W telewizji, czyli Eurosporcie, do telewizji rozmaitych, a także do prasy, czyli jak mówił Jurek Brodawka – do prasy piszącej, choć teraz raczej telefonującej...

O, tak. Rafał Majka, ale także nasze „pchanie” narobiło nieco zamieszania w mediach i dobrze, bo takie są czasy, że o wizerunek, PR trzeba dbać. Rafał zadbał doskonale, a najbardziej, bo o zwycięstwach nie będę już to pisał, bo wszyscy wiedzą, podobało mi się jego mruganie do kamery. Radziłbym Rafałowi potraktować to jako znak rozpoznawczy i mrugać przy każdej okazji, oczywiście kiedy będzie, w co nie wątpię, coś znów dla siebie i dla nas wygrywał. Mrugający lider, mrugający triumfator, mrugający Polak, mrugający Majka, to brzmi fajnie i dobrze się sprzedaje, podobnie jak okablowane nogi Bartka Huzarskiego, które zrobiły karierę w mediach elektronicznych. Ot, tak cyknął sobie Bartek fotkę jako ciekawostkę i został bardziej doceniony niż za ucieczki w Tour de France. Rafał też mrugnął do nas, czy raczej do narzeczonej Magdy i ów fakt, także został zauważony. Takie czasy. Nasze „pchanie” z Krzyśkiem Wyrzykowskim też robi karierę, choć mnie najbardziej się podobała Małopolska, Wielkopolska i Gabriela Zapolska, a mogła być jeszcze Młodzież Wszechpolska.

 

Kolarstwo zaczyna wyłaniać się z pewnego niebytu, ożywianego raz w roku przez Czesława Langa i Tour de Pologne. Nowoczesnym i młodym dziennikarzom trzeba odpowiadać na pytania o „majkomanię” ewentualnie „kwiatomanię”, którą oni porównują do „małyszomanii”, bo na tym się ich wiedza kończy. Młody dziennikarz wie, że na głowę trzeba wylać żel, na buzię nasypać puder, że czy rano czy wieczorem trzeba wyglądać jakby się urwał z imieninowej balangi u cioci, albo z wesela pięknej kuzynki. Taki stand-uper (brzmi ciekawie) nazywa mnie Jarosińskim, co jestem w stanie mu wybaczyć, a po chwili robi z Jaskuły Jaskulskiego, co jest o tyle kłopotliwe, że Zenka koło mnie nie ma i młodemu nie ma kto wybaczyć. Później na ogół słyszałem tłumaczenie, że ja, proszę pana, to się zajmuję polityką w zasadzie. Mój Boże. Tam to dopiero muszą wraz z naszymi politykami robić niezły bełkot, co zresztą widać i czytać. Więc opowiadam, o fenomenie Wyścigu Pokoju, który przed laty przykrywał czapką niedawną „małyszomanię”, choć wtedy środki masowej komunikacji ograniczały się do raczkującej TV, radia i głośników wystawianych na ulicy. O Królaku, o Szurkowskim, o Szoździe, którzy byli Bogami, choć nie mieli fan page’ów na Facebooku i kont na Twitterze. Czy to trafia, nie sadzę. O mitycznej pompce Królaka pamiętają już nieliczni, bo ważniejsze może być mruganie Majki czy „luz w dupie” skoczka narciarskiego.

 

Nie dziwmy się więc, że media uwierzyły w naszą karę, nałożoną ponoć przez jury Tour de France za pchanie Majki, że ubrały go w tęczową koszulkę w gruchy, że nogi Bartka są traktowane jako objaw choroby, że Michał Kwiatkowski nie ma talentu, a Rafał Majka wygrał przypadkiem, bo zajmował dalekie miejsce w klasyfikacji. Dopóki kolarstwo zawodowe było sportem niszowym, to zajmowali się nim nieliczni w sumie, wielbiciele tego pięknego sportu. Ludzie posiadający wiedzę o tej dyscyplinie. Teraz będzie inaczej, bo taki jest świat. Startuje Tour de Pologne i Rafał Majka będzie nam codziennie wychodził z telewizora i pierwszych (mam nadzieję) stron gazet. I dobrze. Minęły lata, zanim polskie kolarstwo wyrwało się z niebytu, miną też lata, zanim mili młodzi ludzie z mediów nauczą się cokolwiek o tej dyscyplinie. Taka jest kolej rzeczy i nie ma się co zżymać. 

 

Tour de France,Rafał Majka,Tinkoff-Saxo
 

 

 

I tylko na koniec ogrania mnie małą refleksja, a może nawet nie mała. Czy zatem, patrząc na kolarstwo, można domniemywać, że o wszystkich innych dziedzinach naszego życia, o gospodarce, polityce, Unii Europejskiej, tarczy antyrakietowej, ZUS, KRUS i OFE też nam z okienka sprzedają takie dyrdymały? Dobranoc państwu, bo nie taję, że nic mądrzejszego nie wymyślę.

comments powered by Disqus

Podobne artykuły