Tomasz Jaroński: Pójdą jak przecinaki?

Blog Tomasza Jarońskiego, z cyklu "Nie taję, że..."

Tomasz Jaroński

Nie taję, że chciałbym, żeby Michał Kwiatkowski ponownie zdobył koszulkę mistrza Polski podczas krajowego czempionatu w najbliższą niedzielę w Sobótce. Pisząc podanie do czynników wyższych, dodałbym, iż chęć moją motywuję faktem, że...

... za sprawą Michała biało-czerwony „koszul” był godnie reprezentowany na szosach całej Europy, zapewniając w ten oto sposób reklamę nie tylko zespołowi OPQS, ale przede wszystkim Polsce i polskiemu kolarstwu. Rozpoznawalność koszulki jest szalenie istotna w relacjach telewizyjnych. I my, polscy komentatorzy, ale przede wszystkim nasi zagraniczni koledzy z miejsca widzą, gdzie kręci Kwiatkowski i natychmiast wymieniają jego nazwisko, co sprawiło, że „Kwiato” jest jednym z najbardziej popularnych kolarzy. Celują w tym zwłaszcza angielskojęzyczni sprawozdawcy Eurosportu, słusznie uważając Michała za jeden z największych kolarskich talentów ostatnich lat.

Liege - Bastogne - Liege,Simon Gerrans,Michał Kwiatkowski,Alejandro Valverde,Omega Pharma-Quick Step,Orica GreenEdge,Movistar
 

 

Ot, taka sobie dygresja tuż przed mistrzostwami Polski. Nieco żartobliwa, bo zdaję sobie sprawę, że zdobycie tytułu krajowego mistrza nie jest sprawą łatwą. Kilkanaście lat temu zaginał się jak mógł na to trofeum jeden z najlepszych kolarzy jednodniowych tamtych czasów - Zbyszek Spruch. Był wicemistrzem świata, a nigdy nie wywalczył nawet medalu w kraju. Potężna wówczas grupa Mróz (pod różnymi nazwami) skutecznie mu ten zamiar utrudniała i uniemożliwiła. Zbyszek tworzył nawet koalicje z zawodników jeżdżących na Zachodzie, ale i tak siła złego była na jednego. Podobne kłopoty miał Darek Baranowski, ale „Ryba” przynajmniej powetował sobie tę stratę tytułem na czas.

Mało kto pamięta, że pierwsze mistrzostwa Polski zawodowców odbyły się w 1990 roku. Już wtedy ważne były punkty UCI, które można było zdobywać także w krajowej rywalizacji. Grono naszych "profi" nie było wówczas liczne i sam, pracując w „Przeglądzie Sportowym”, agitowałem za takim rozwiązaniem. Jedna koncepcja, by wyścig jakoś wyglądał (no bo jak ścigać się w czterech?) prowadziła do wspólnej rywalizacji z Czechami i Słowakami, bo podobnie ścigali się wówczas Niemcy ze Szwajcarami. W końcu wypalił inny plan, by zawodowcy pojechali razem z amatorami w górskich Mistrzostwach Polski. Rzecz się miała w okolicach Karpacza. Na mistrzostwa stawił się Zenon Jaskuła i jak odpalił na początkowych rundach, to tyle było go widać. „Poszedł jak przecinak” – tak, używając kolarskiego żargonu, napisałem wówczas w „PS”. Wyścig skończyło trzech zawodowców -  oprócz Jaskuły, Marek Szerszyński (srebro) i Marek Kulas (brąz), a Lech Piasecki się wycofał. Szerszyńskiego i Kulasa ubiegł na mecie legionista Sławomir Krawczyk, który wygrał amatorskie górskie MP. Wyścig był także pożegnaniem Czesława Langa z czynną karierą sportową. Tak więc mistrzostwa Polski zawodowców odbyły się tylko raz, a od 1995 roku obowiązuje formuła open, bo kolarzy z kontraktami mieliśmy coraz więcej. W 1995 roku wygrał Andrzej Sypytkowski, którego rok wcześniej nie dopuszczono do startu w MP jako kolarza Kelme. W Krynicy „Sypek” w barwach belgijskiej ekipy Rotan już mógł jechać i przy pomocy Jacka Mickiewicza został pierwszym mistrzem Polski w formule open. Ekipa Mróz była jeszcze wtedy za słaba, by pokrzyżować szyki „stranierim”, ale rok później zaczęła się dominacja „mrozowców”, którzy przez pięć lat (Dariusz Wojciechowski, Piotr Wadecki, Tomasz Brożyna, Cezary Zamana i ponownie Piotr Wadecki) wygrywali seryjnie mistrzostwo.

Później zaczęły powstawać inne grupy zawodowe, więc tytuł przechodził z rąk do rąk. Pamiętam jeszcze dobrze rok 2002, kiedy psikusa w rodzinnej Częstochowie wyciął kończący już karierę, 37-letni wtedy Grzegorz Gronkiewicz. Dziś jest podobnie, mamy silne i liczne ekipy krajowe – CCC Polsat Polkowice, BDC MarcPol, ActiveJet, Mexller, więc samotnym lub dwójkowym „zachodniakom” łatwiej wpisać się w tę rywalizację. Ostatnio dwa lata z rzędu wygrywali kolarze Omegi, w Sędziszowie Michał Gołaś i przed rokiem w Sobótce, Kwiatkowski. Jak będzie tym razem? Na pewno ciekawie, bowiem runda przez Tąpadła jest interesująca i jak to się ładnie mówi – selektywna. No i wszyscy pewnie ze startu pójdą jak przecinaki. Nic tylko oglądać, szkoda że nie live w TV… ale to temat na inne opowiadanie.

Podobne artykuły