Drukuj

Test: Canyon Grail CF SLX 7 Di2 – czy wyścigowy gravel może być jednocześnie szybki i wszechstronny?

Poznaj nasze wrażenia z testów trzeciej generacji wyścigowego gravela Canyon Grail w wariancie CF SLX 7 Di2.

Canyon Grail CF SLX 7 Di2

Nowy Grail wygląda niczym aero szosa, tyle że postawiona na wielkich oponach! Czy tak prezentuje się nowoczesny przepis na idealnego wyścigowego gravela? To właśnie próbowaliśmy sprawdzić podczas jego testów, koniecznie sprawdźcie nasze wrażenia!

Gravel jako dyscyplina rozwija się w zawrotnym tempie. Miało być na luzie, w rozpiętej flanelowej koszuli, jako ,,ucieczka” od szosy, watów i całego tego sportowego zacięcia. Tymczasem zrobiła się z tego ,,ucieczka”, ale z peletonu, gdzieś na trasie szutrowego wyścigu… W ciągu ledwie dziesięciu lat dyscyplina kolarstwa gravelowego rozwinęła się i zróżnicowała do tego stopnia, że dziś możemy spokojnie podzielić ją na dwie osobne kategorię – jazdy przygodowo-podróżniczej oraz typowo wyścigowej. W ofercie Canyona to pierwsze spektrum gravelowych jazd obsługuje przygodowy model Grizl, natomiast do ścigania dedykowany jest Grail. No i teraz najciekawsze – bądź tu mądry i zdefiniuj jednoznacznie, czym jest gravelowe ściganie? Przecież to niemożliwe! Jedne imprezy są szybkie, niczym szosowe gonki, gdzie mamy niezłej klasy szutry i spory peleton zanim wyścig porwie się na dobre. Inne jadą ze startu wspólnego, ale są tak wymagające, że zastanawiasz się w trakcie, dlaczego twój gravel nie ma amortyzacji. Wreszcie są długie dystanse ze startem w grupach – takie bez spania oraz ultra. Na te pierwsze na pewno lecisz gravelem do racingu, te drugie już raczej zabawkami pokroju Grizla. 

 

Po co ten przydługi wstęp? W zasadzie chcieliśmy po prostu uświadomić mniej zorientowanym czytelnikom, jak bardzo ewoluował gravel jako dyscyplina, a przy okazji, jak bardzo zróżnicowane są dziś wyścigi. Do tego – poza tym, że nie ma jednego uniwersalnego roweru na każdy typ trasy – stawka jeździ coraz szybciej, a drużyny i kolarze są coraz bardziej profesjonalni. Co za tym idzie, nowoczesny gravel do ścigania musi być szybki, dzielny w trudnym terenie, wygodny, gotowy na skuteczność na mocno nierównych odcinkach, no i wreszcie mega ważna kwestia – niezawodny, bo kto łapie defekt ten przegrywa… Jak to osiągnąć? Chyba odpowiedź widzicie na naszych zdjęciach.

 

Testowy Grail stoi na nich ubrany w opony MTB Schwalbe Thunder Burt 29x2,25 cala i… jeździ szybko, pewnie, wygodnie oraz skutecznie w zasadzie wszędzie! Aero maszyna na oponach MTB… Gdyby nie cały szybkościowy pakiet i brak amortyzatora, to wyglądałby jak monster gravel, tymczasem wygląda jak szosowy Canyon Aeroad na sterydach. I chyba dzięki temu jest tak szybki? Bo to bez cienia wątpliwości najszybszy – jak dotąd – rower z tak wielkimi oponami, na jakim mieliśmy w historii okazję jeździć. Czy ma wady, jak się prowadzi, czy jest wygodny? O tym wszystkim piszemy w tym artykule, natomiast najpierw zajmijmy się podstawowymi faktami na temat jego konstrukcji i wyposażenia.

 

 

Aero szosa na sterydach!

Tą linię już znacie, przecież prawie identycznie wygląda Aeroad i najnowszy Endurace. Canyon nie kombinował, skorzystał z całej wiedzy, jaką zebrał przy budowie swoich szos i przełożył to na szutrową konstrukcję. Nowy Grail ma więc głębokie, aerodynamiczne przekroje widelca, główki ramy, dolnej rury, czy tylnego trójkąta. Do tego zintegrowany kokpit oraz płaska sztyca. Całość tnie powietrze, celowo piszemy oznajmująco, bo zwyczajnie czuć, jak to leci, szczególnie kiedy jedziesz szybko. Wówczas zaczyna się doceniać jak bardzo opływowa jest to maszyna. Potwierdzają to badania w tunelu aerodynamicznym. Rama nowego Graila przy prędkości 35 km/h jest szybsza od poprzednika o około 6 Watów w porównaniu wykonanym na oponach 40 i 45 mm (stary mierzony na 40 mm). Natomiast – i tu jest lekki szok – nowy Grail z oponami 55 mm nadal jest 2 Waty aerodynamicznie szybszy, niż poprzednik na 40 mm. To robi wrażenie. 

 
 

 

Na aerodynamice ciekawostki się jednak nie kończą. Uwagę zwracają też komponenty. Sztyca to SP0093 VCLS Aero, która jest opływowa, a do tego genialnie się ugina na dużych wertepach. Z kolei kokpit PACE Bar CP0048 ma nowe dolne chwyty w fajnym profilem i lekką flarą, dobrze pasującymi do gravela. Poza tym – tradycyjnie dla kokpitów zintegrowanych Canyona – ma regulowaną szerokość i lekką regulację wysokości (na podkładkach) bez konieczności cięcia rury sterowej. Świetne z punktu widzenia utrzymania aero sylwetki roweru są też możliwości pochowania i przewożenia rzeczy. Rama ma duży schowek pod koszykiem bidonu. Wchodzi tam worek z dwoma dętkami, łyżka, pompka CO2, szydło i multitool. Gdyby ktoś potrzebował więcej, to Canyon we współpracy z Cyclite przygotował sakwę wpinaną na szybko pod rurę górną oraz małą torebkę bento na górną rurę, którą można przykręcić do ramy. Takie torby ważą tyle co nic, a dodatkowo poprawiają aerodynamikę roweru. Kropką nad i w kontekście zaopatrzenia się na długie dystanse jest trzeci port na koszyk bidonu, który można dołożyć pod dolną rurą, przy mufie suportu. Z kolei na deszczowe dni jest dla chętnych opcja założenia dyskretnych błotników, które możemy przykręcić do ramy – mocowania rozwiązane są identycznie jak w szosie Endurace. 

 
 

 

Poza tym nowa rama jest tylko 1x, co może nieco rozczarować fanów przedniej przerzutki. Wygrywa temat zwartej geometrii i jednocześnie dużego prześwitu na szerokie opony. No właśnie – to mega ważna cecha – nowa rama i widelec mieszczą ogumienie szerokie aż na 57 mm, co odpowiada oponom MTB 2,25”. Na naszych fotografiach rower stoi na oponach 2,25”, które jednak realnie przyjęły niecałe 55 mm, możecie sobie więc dokładnie zobrazować, jaki jest realny prześwit w tym modelu. Z kolei przednia zębatka może mieć aż 52 zęby. Hak to oczywiście standard UDH, więc możemy jeździć zarówno na klasycznych napędach, jak i full mount SRAMa. 

 

 

Co ciekawego w wariancie CF SLX 7 Di2?

Nasz wariant to środek kolekcji, ale taki już ,,wszystkomający”, a przynajmniej mający wszystko to, co potrzebne, aby nie mieć na co zwalić, gdy nam nie pójdzie na wyścigu. Warto jednak wiedzieć, że nowy Grail to 3 linie – topowa CFR,potem prawie tak samo dobra, ale trochę tańsza, czyli CF SLX (ta nasza) oraz podstawowa CF. Tu warto dodać, że CF się nieco różni od tych lepszych, bo ma choćby odrobinę szerszą główkę, czy brak w niej schowane w ramie. Niestety, chcesz zapłacić mniej, to masz gorszego Graila, realia rynkowe nieubłagane… Na obronę CF dodamy jednak, że zapewne chodziło o to, że jest to wersja gotowa na mechaniczny napęd, a nie jedynie elektronikę. 

 
 

 

My jednak skupiamy się na naszym egzemplarzu, czyli CF SLX 7 Di2. Mamy tu ciekawe koła gravlowe Canyon GR 50 CF z aerodynamicznymi szprychami DT Swiss, które posiadają ukryte nyple oraz piasty 350 również tej marki. Ważniejsze jednak są tematy w obrębie obręczy – ta bowiem została dopracowana aerodynamicznie pod opony 45 mm, ma szerokość wewnętrzną 27 mm oraz zewnętrzną 38,5 mm. Do tego jest hookless. Ciekawy jest kształt ścianek tych felg, zapewne ma dawać dobre aero przy szerokiej oponie, no i niemniej ważną sprawę, czyli stabilność, gdy wieje mocno z boku. Warto dodać, że fabrycznie rower stoi na oponach Schwalbe G-One R 45 mm i na takich gumach to straszny przeciąg na dobrej klasy szutrach, asfaltach i zaskakująco skuteczny na dziurskach. My jednak poszliśmy grubiej i – jak widzicie na zdjęciach – jakieś 80% testowych jazd lataliśmy na tym, na czym dziś ścigają się kolarze, czyli gumach MTB. Żeby rozwiać wątpliwości fakt szerszych opon i większej ilości mleka w ich wnętrzu to jakiś +250 gramów na masie. Do tego strata to większy balon, który się bardziej buja, czyli rosną opory toczenia, przynajmniej w teorii. W praktyce czuć to tylko na asfalcie, wszędzie indziej – nawet na ,,premiumach” – balon MTB nie przeszkadzał. 

 

 

Wróćmy jednak do specki. Na liście jest Shimano GRX Di2 serii RX715, czyli ten tańszy. Łapy mają w nim szosową ergonomię, co akurat w wyścigowym gravelu nie jest minusem, bo świetnie leżą one w dłoniach, szczególnie gdy składamy się w pozycji aero hoods. Do tego przerzutka będącą kopią XT Di2 do MTB, aluminiowa korba i kaseta oraz łańcuch znany również z grup MTB. Działa to świetnie, choć trzeba przyznać, że sprzęgło względem SRAMa XPLR napina łańcuch wyraźnie słabiej i często słychać jak na wertepach uderza on o rurkę chainstay’a. Nie lubimy też stopniowania tych kaset, bo interwały na twardych biegach sięgające 20% to za dużo do racingu i ciężko jest dobrać optymalną kadencję. Chodzi oczywiście o skoki między koronkami 10, 12, a 14. W obrębie przełożeń widzimy też mały rozstrzał w kwestii potencjału tego roweru. Mamy przełożenia 40T x 10-51T i to jest za mało, nawet bez mega formy, kiedy zawieje w plecy to leci się ostro. Ten napęd zamyka się na nieco ponad 50 km/h, a zobaczycie sami, Grail kusi o więcej! Całość uzupełnia wygodne, nowoczesne siodło Fizik Vento Argo. 

 

 

Trochę niepokoi masa roweru, bowiem tak jak stoi, czyli z dwoma koszykami na bidon (ale pustym schowkiem), z uchwytem pod komputer rowerowy oraz pedałami szosowymi Shimano 105, nasz testowy rozmiar XL ważył realnie 9,94 kg, czyli na oponach 45 mm około 9,7 kg. Dużo, obiektywnie trzeba to powiedzieć. Jedyna nadzieja to szybka podmiana kasety, w końcu fabryczna Deore to kowadło, za które z pewnością obśmieją Cię wszyscy koledzy z gravelowej ustawki. Oczywiście żartujemy, ale faktycznie na tym jednym komponencie można odbyć szybką kurację odchudzającą!

 

 

Jazda – na pełnej po wszystkim!

Co tu dużo mówić, ten rower nam zaimponował – jest szybki jak przeciąg, wygodny jak rower przygodowy, stabilny jak czołg, a przy tym nie czuć, aby był ospały w manewrowaniu. Lekko zmodyfikowano geometrię – rama ma niższy stack, dłuższy tylny trójkąt, a rowery wyposażone są w krótkie korby. Siedzi się nowocześnie i przyjemnie między kołami, a nie gdzieś z poczuciem złego balansu. Pozycja jest dość sportowa, choć nie do przesady, nie leżysz jak na szosie, bardziej czujesz, że nadal zostawiono Ci trochę komfortu ma długi dystans oraz na wypadek, gdyby organizator wyścigu wplótł Wam odcinek singli MTB. 

 
 

 

Nabieranie prędkości z góry, czy z wiatrem, a potem jej utrzymywanie małym kosztem to ogromna zaleta tego roweru. Podobnie jak nadzwyczajna skuteczność do oszukiwania wiatru. Kiedy wieje niekorzystnie z boku lub w twarz ten gravel jakimś cudem nadal nieźle jedzie. Bez wątpienia czuć, że jego aero zdolności są nadzwyczajne i to po prostu jest… przyjemne! Bądź pomocne, gdy walczysz na wyścigu. Rower pozwala Ci jechać ekonomicznie i szybko, a do tego prowadzi się jak po torach, naprawdę pewnie. Czego mu brak? Trochę cierpi dynamika, te pierwsze 4-5 obrotów korbą, zanim nie nabierzesz prędkości, która sprawi, że aerodynamika przełamie stosunkowo wysoką masę i minusy z tego wynikające. Reszta to bajka, bo nie dość że rower jest szybki, wszechstronny i pewny w prowadzeniu, to jest nieprzyzwoicie wygodny. Serio, aero rama, koła 5 cm stożka i takie tłumienie! Zaimponował nam…

 

 

Podsumowanie

Canyon Grail CF SLX 7 Di2 to jeden z tych rowerów, które trochę zmieniają sposób myślenia o wyścigowym gravelu. Z jednej strony mamy tutaj wyraźnie sportową, aerodynamiczną konstrukcję, z drugiej – ogromny prześwit na opony i komfort, którego po tak aero maszynie zwyczajnie się nie spodziewaliśmy. Efekt jest naprawdę bardzo ciekawy, bo Grail potrafi być szybki na dobrym szutrze i asfalcie, a kiedy trasa zaczyna się psuć, nie panikuje i nadal pozwala jechać naprawdę mocno. Na dużych oponach MTB robi się z niego wręcz szutrowy pocisk do zadań specjalnych.

Największe wrażenie robi jednak połączenie aerodynamiki z komfortem i pewnością prowadzenia. Ten rower bardzo dobrze nabiera prędkości i jeszcze lepiej ją utrzymuje, szczególnie kiedy pojawia się wiatr. Jednocześnie prowadzi się stabilnie, ale nie daje poczucia ciężkiej i ociężałej maszyny. Owszem, masa bliska 10 kg w rozmiarze XL nie jest jego mocną stroną, a fabryczne przełożenia i duże skoki kasety również nie są idealnym zestawem do ścigania. Trzeba też pamiętać, że na asfalcie szerokie opony MTB zabierają część tego szybkościowego potencjału. Tyle że poza asfaltem ich możliwości zdecydowanie wynagradzają te minusy.

 

 

Grail nie jest więc rowerem idealnym (choć po kilku zmianach w specyfikacji może być), ale jest wyjątkowo dobrze przemyślanym narzędziem do współczesnego gravelowego racingu. Szczególnie tam, gdzie nie wiadomo, czy za kolejnym zakrętem będzie szybki szuter, dziury, kamienie, czy kawałek asfaltu. Można powiedzieć, że Canyon znalazł tutaj bardzo udany kompromis między szybkością, aerodynamiką, komfortem i dzielnością w trudnym terenie. Jeśli właśnie tak wygląda dziś nowoczesny wyścigowy gravel, to zdecydowanie jesteśmy za tym kierunkiem. Grail potrafi być naprawdę szybki, a przy tym daje dużo swobody i pewności, kiedy trasa przestaje być idealna. I chyba właśnie dlatego tak bardzo nam zaimponował.

Cena: 3999 Euro

Strona producenta: www.canyon.com