Spędziłem dzień w Moskwie w drodze na mistrzostwa świata w biathlonie, które odbywają się w Chanty-Mansijsku, mieście nazywanym bramą Syberii.
W Moskwie śnieżno i zimno, ale mnie zrobiło się cieplej, przynajmniej na duszy, gdy na planie metra znalazłem nazwę stacji Kryłatskoje. Wiadomo, jest tam tor kolarski działający do dziś, ale warto przypomnieć dni sławy i chwały polskiej cyklistyki związanych z trasą zwaną „schodami Kapitonowa”. Runda kręta i pagórkowata powstała z myślą o złotym medalu dla radzieckich kolarzy podczas igrzysk olimpijskich w Moskwie z górą trzydzieści lat temu. Projektantem był ówczesny trener „sbornej” Wiktor Kapitonow, zresztą sam złoty medalista z Rzymu. Kapitonow ową pętlę obmyślił prawidłowo. Wyścig wygrał Siergiej Suchoruczenkow, bo tak to zostało zaplanowane. „Soucho” był wielkim talentem, wprawdzie pod koniec kariery zaznał smaku bycia zawodowcem, ale i jemu ustrój nie pozwolił wygrywać Tour de France czy Giro d’Italia. Kraj Rad i inne kraje obozu (to dobra nazwa) socjalistycznego zawaliły się za późno.
Drugie miejsce i srebrny medal przypadł Czesławowi Langowi. Dzisiejszy dyrektor Tour de Pologne stoczył zacięty bój na finiszu z Jurijem Barinowem. Srebro, to było zwycięstwo. Wszyscy na mecie spodziewali się dubletu Rosjan, więc i tak Lang sprawił im psikusa, zwłaszcza że Barinow był dobrym sprinterem.
Kilka lat później, w 1985 roku, doszło do rewanżu, już bez Langa, Suchoruczenkowa i Barinowa, ale za to z Lechem Piaseckim i Andrzejem Mierzejewskim w rolach głównych. Podczas wyjątkowej, moskiewskiej części Wyścigu Pokoju, jeden z etapów rozegrano na Kryłatskim. Znów mieli wygrać radzieccy kolarze, a tymczasem peletonowi uciekli dwaj biało-czerwoni i nie dali się dogonić przez wiele kilometrów, choć przewaga nad wściekle goniącymi rywalami utrzymywała się doprawdy niewielka. To było coś niesamowitego. „Piasek” wygrał ten etap i cały wyścig.
Na Kryłatskie jednak nie pojechałem, zwiedziłem Plac Czerwony i Arbat, ale w zatłoczonym metrze przypomniałem sobie te piękne momenty. No i może mała dedykacja przed zbliżającym się zjazdem PZKol. Trenerem kadry podczas tamtego Wyścigu Pokoju był Ryszard Szurkowski, asystentem Wacław Skarul. Teraz „król Ryszard” kończy awaryjną prezesurę w związku, a Skarul jest kandydatem na prezesa. Także moim, choć nie jestem delegatem, ale swój głos, dzięki bikeWorld.pl oddać mogę.
Priwiet!