Grudzień nie oziębił emocji związanych ze sprawą Alberto Contadora. Serial wołowy ciągnie się jak problemy Brooke i Ridge’a z serialu „Moda na Sukces”, którego pasjami nie oglądam, ale sprawą „Pistolecika” interesować się, niestety, muszę.
Wyczytałem ostatnio, że adwokat zagrożonego dyskwalifikacją za doping zwycięzcy Tour de France chce oprzeć obronę kolarza na argumencie nieświadomego wzięcia zabronionego środka i powołuje się na podobne sprawy innych sportowców, m.in. francuskiego tenisisty Richarda Gasqueta. W ubiegłym roku Gasquet był podejrzany o stosowanie kokainy. Uniknął jednak kary, dowodząc w Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu, że narkotyk dostał się do jego organizmu po... pocałunku z kobietą w nocnym klubie. Miejmy nadzieję, że „papuga” pana C. nie pójdzie tak daleko, by udowadniać, że Alberto całował się z krową, a co gorzej z wołu. Może dlatego hiszpański kolarza nie śpi po nocach i nerwów gubi – jak sam doniósł – włosy. Gada też głupoty, sam podkręcając zainteresowanie swoją osobą i stawiając się w dwuznacznym świetle. Mam tu na myśli stwierdzenie, że zazdrości Agassiemu, że ów śmiało mógł się przyznać do stosowania dopingu i nic złego się nie stało. Czyli, biedny Hiszpan przyznać się nie może? Serial się ciągnie i ciągnie. UCI pomrukuje, hiszpański związek kolarski milczy, a kibice mają w głowie mętlik.
Poznajemy trasy najważniejszych wyścigów. Przy okazji wymienia się też poprzednich zwycięzców. Niezły jest bałagan z Tour de France. Jeśli popatrzymy na triumfatorów z ostatnich lat, to każdemu z nich można przypiąć mniejszą lub większą łatkę. Na dobre wyleciał z owej zaszczytnej listy tylko Floyd Landis, inni tam tkwią, choć w mniejszym lub większym stopniu posądzani byli o nieczyste gierki. Ullrich, Riis, Pantani, Armstrong, Contador… Nie wszystkim coś udowodniono, ale prawie o wszystkich mówi się w złym kontekście. Opinia publiczna jest jak Radio Erewań, Nie ważne, że tobie ukradli rower, ważne że jesteś zamieszany w sprawę roweru. To wszystko wpływa na nie najlepszą opinię o kolarstwie niestety.
Na szczęście jest Maja Włoszczowska. Zachęcam do głosowania na Maję w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski 2010! Wypełnienie kuponu czy SMS z Mają na czele, a na pewno poprawi nam kolarski humor.