Jesienną porą, gdy za oknem szaruga, ale czasami prześwituje słońce, to „w temacie” kolarstwa przypominają mi się wyścigi przełajowe. Dawnymi laty, pewnie już o tym pisałem, były to imprezy pełną gębą. Nawet w Polsce.
Wojciech Szkiela, człowiek ludowy, bo zeteselowskiego „Dziennika Ludowego” organizował serię Grand Prix, głównie w Wielkopolsce i na Ziemi Lubuskiej, ściągając do nas największe sławy cyclo-crossu. Przyjeżdżali chętnie i Szwajcarzy, i Belgowie, i Holendrzy, o Czechosłowakach nie wspominając, bo i my mieliśmy gwiazdy błotnego kolarstwa – Grzegorz Jaroszewski, Andrzej Mąkowski, Edward Piech, Stanisław Barul… Dla mniejszych miejscowości, takich jak Bieganów, Wągrowiec, Chodzież, Strzelce Krajeńskie… było to prawdziwe sportowe święto. Na wyścig udawała się cała miejscowa populacja, byli także przyjezdni. Trasa krótka, przejeżdżana przez najlepszych kilkukrotnie, ciekawa rywalizacja, schody, przeszkody, okrzyki – było na co popatrzeć. Na rozgrzewkę, np. w Bieganowie kibice mieli dla zmarzniętych redaktorów (wszystkie ważniejsze gazety) „swojską” albo ze sklepu, wyciąganą zza pazuchy w każdej potrzebie.
Niedawno z trenerem z Tomaszowa Mazowieckiego Zbigniewem Dziurdziem (Tomaszów i Opoczno to była potęga, zresztą do dziś w MTB brylują „chłopcy" z tamtych okolic, choćby Marek Galiński) wspominaliśmy mistrzostwa Polski w Tomaszowie w latach dziewięćdziesiątych. To była impreza! Telewizja, prasa, setki kibiców…
Wspominaliśmy, bo dziś przełaje stoją bardzo z boku kolarstwa. W Belgii i Holandii nadal jest to wspaniały festyn, ważne zawody, u nas… góralska bryndza. Byłem niedawno na dwóch wyścigach otwierających sezon na Mazowszu. W Mińsku Mazowieckim i w Wesołej. Liczba startujących, mimo starań organizatorów, śladowa. Co dziwne starszym się chce. Dorota Warczyk, nauczycielka z Tomaszowa, ogrywa swoją uczennicę z liceum. W młodszych kategoriach frekwencja niewielka. A przecież przełaje to prawdziwa szkoła kolarska. Może to zaświadczyć choćby Cezary Zamana, który pierwsze szlify zdobywał w Ełku właśnie w cyclo-crossie. Przełaje jeździł też Zbyszek Spruch, a Ryszard Szurkowski pierwszy złoty medal mistrzostw Polski zdobył właśnie na błotnych trasach. Było minęło. Teraz zimą wszyscy kolarze, których rzecz jasna stać, ruszają na Majorkę czy Wyspy Kanaryjskie i nasze trasy świecą pustkami.
No i nikt nie proponuje już swojskiej, a szkoda, bo w Bieganowie była całkiem dobra.