Na dzień to wpadał Julian Tuwim do Tomaszowa, w celach niekoniecznie sportowych, a raczej jak wynika z pięknego wiersza poety, raczej miłosnych. Ja, absolutnie nie porównując się z Tuwimem, na dzień wybrałem się do Baboszewa.
Też na Mazowszu, ale z drugiej strony Warszawy, bliżej dawnej stolicy Mazowsza, Płocka. W Baboszewie od kilku lat 1 maja odbywa się kolarski memoriał Andrzeja Trochanowskiego. Wyścig będącym pierwszym klasykiem zaliczanym do Pro Ligi Arkus&Romet, a więc ważny i ciekawy. Nie będę się bawił w opis rywalizacji, zrobili to inni już wcześniej.
Andrzej Trochanowski był trenerem Legii, trenerem mającym niesamowite wyczucie, trenerski nos, co w czasach przedkomputerowych było niezwykle ważne. Jak nikt inny potrafił zestawić drużynę w wyścigu na 100 km, w wyścigu który był niezwykle istotnym sprawdzianem doskonałości zawodników i umiejętności trenera. Legia wygrywała za jego czasów mistrzostwo Polski seryjnie. Teraz Trochanowski jest już legendą i dobrze się składa, że współcześni działacze potrafią zadbać o pamięć o wielkim poprzedniku. Zresztą następnego dnia w Grodzisku Mazowieckim odbywa się inny kolarski memoriał, także charyzmatycznego trenera Legii, Romana Siemińskiego, o którym Zbyszek Szczepkowski mógłby opowiadać anegdoty godzinami. Tak na marginesie, to proszę zwrócić uwagę, jak mała liczba zasłużonych sportowców i trenerów bywa patronami ulic czy placów. Jakoś władzom samorządowym nie przychodzi do głowy uhonorować zasłużonych na tym polu, a takim politykom ulice, place i mosty daje się na wyprzódki.
Wracamy do Baboszewa. Pan wójt tej miejscowości nazywa się Wiesław Przedpełski. Podaje jego nazwisko, bo widać, że jest prawdziwym gospodarzem. Co roku Baboszewo zmienia się w oczach, pod względem infrastruktury sportowej. Do pięknej i funkcjonalnej hali widowisko-sportowej doszło teraz boisko „orlik”, na którym 1 maja młodzi piłkarze rozegrali pierwsze mecze. Sam wyścig ma też ciekawą oprawę. Tradycyjnie kolarzy na start prowadzi orkiestra dęta, a w czasie, gdy kolarze kręcą się po rundach w okolicach mety mamy mnóstwo atrakcji. Wielką popularnością cieszył się występ Krystiana Herby, speca od skakania po schodach najwyższych budynków. Krystian pozbawiony mikrofonu i nagłośnienia (tyle się działo w Baboszewie, że zabrakło sprzętu…) dał sobie znakomicie radę i chyba najbardziej zaimponował młodym piłkarzom. I dobrze, niech się chłopaki uczą… akrobacji. Na boisku piłkarskim też im się ta sztuka może przydać. A kolarze? Kolarze mieli lekcję od czeskiej ekipy Whirpool. Gonili, dogonili i wygrali. Konkretnie Niemiec Andre Schulze.