Kraków da się lubić I. Mników - Nawojowa Góra.

Drukuj

Kilka dni temu w moje skromne progi zawitał redaktor Piaseq. Stwierdziłem, że trzeba gdzieś zabrać chłopaka, żeby zobaczył, że w Krakowie też da się pojeździć. Poprzednim razem odwiedziliśmy Ojców i Dolinki podkrakowskie, więc tym razem chciałem obskoczyć okolice Mnikowa i Nawojowej Góry, a wracając zahaczyć jeszcze o kultowy Lasek Wolski. Po drodze okazało się, że musimy trochę zmodyfikować nasz plan, ale o tym za chwile. Zacznijmy, więc od początku

Kilka dni temu w moje skromne progi zawitał redaktor Piaseq. Stwierdziłem, że trzeba gdzieś zabrać chłopaka, żeby zobaczył, że w Krakowie też da się pojeździć. Poprzednim razem odwiedziliśmy Ojców i Dolinki podkrakowskie, więc tym razem chciałem obskoczyć okolice Mnikowa i Nawojowej Góry, a wracając zahaczyć jeszcze o kultowy Lasek Wolski. Po drodze okazało się, że musimy trochę zmodyfikować nasz plan, ale o tym za chwile. Zacznijmy, więc od początku…

Wyjechaliśmy późno, bo dopiero koło 13:30. Po pierwsze to niezbyt chciało nam się zrywać skoro świt, a po drugie, okazało się, że nasze bike’i potrzebują kilku drobnych napraw. W między czasie wpadła do mnie moja kumpelka Monika. Paweł bardzo się ucieszył z tego powodu, ponieważ pierwszy raz w życiu miał okazję, zostać uwieczniony na rowerowych zdjęciach razem z dziewczyną :P. Plan zakładał wycieczkę asfaltową, więc obaj bez wahania zmieniliśmy Wildgrippery na slicki i ruszyliśmy w drogę.


Na początku skierowaliśmy się w stronę Kryspinowa, ulicą Tyniecką dotarliśmy do nowo wybudowanego toru kajakowego na Stopniu Kościuszki, przejechaliśmy wzdłuż autostrady nad Wisłą, aż w końcu dotarliśmy nad nazywany przez niektórych „Krakowskim Balatonem” zalew. Stamtąd, wygodna asfaltowa szosą, ruszyliśmy przez Budzyń, Cholerzyn i Mników do Dolinki Mnikowskiej. Na drodze nie było zbyt dużego ruchu, więc mogliśmy sobie pozwolić na trochę wygłupów. Tempem emeryta dojechaliśmy do rezerwatu, gdzie można podziwiać przepiękne wapienne skały, w których przepływający tamtędy strumyk wyrzeźbił wspaniałą dolinkę. Nie śpiesząc się zbytnio pojechaliśmy przez Czułów do Nawojowej Góry. Po drodze jednak zmieniliśmy plan, bo asfalt zaczął nam się nudzić. Pomimo, że nie mieliśmy terenowych opon skręciliśmy z głównej drogi i dalej kierowaliśmy się czerwonym szlakiem. Trasa była słabo oznakowana i dlatego kila razy zgubiliśmy drogę. Ale dopiero ciekawie zrobiło się, gdy na szlaku pojawiło się błoto. W tych warunkach ogromną przewagę zyskała nad nami Monika, która nie zmieniła opon. Ja z Pawłem natomiast mieliśmy okazję poćwiczyć poślizgi półkontrolowane na zjazdach i uderzanie z buta na podjazdach. Zabawa była świetna.


W pewnym momencie okazało się, że baterie w moim aparacie już długo nie pociągną, więc skręciliśmy ze szlaku i pojechaliśmy do Brzoskwini zrobić zakupy. Nie chcieliśmy się wracać ta sama drogą - wybraliśmy inną opcje. Ścieżką rowerową chcieliśmy dojechać spowrotem do czerwonego szlaku. Wszystko było dobrze do momentu, kiedy zorientowałem się, że jesteśmy w Zabierzowie! Okazało się, że źle skręciliśmy w Brzoskwini i pojechaliśmy w zupełnie innym, kierunku niż chcieliśmy. Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że nie chce nam się wracać, tym bardziej, że pogoda zaczęła się załamywać. Pojechaliśmy, więc w stronę Krakowa. Minęliśmy Skałę Kmity, przejechaliśmy przez Szczyglice i kiedy już byliśmy w Mydlnikach zaczęły spadać na nas hektolitry deszczu. W takiej ulewie jeszcze nigdy nie jechałem! Przemoczyło mnie w kilka sekund. Studzienki kanalizacyjne nie dawały sobie rady z taka ilością wody, więc na szosie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa wody. Było dość niebezpiecznie, ponieważ ulica była bardzo śliska, a slicki nie ułatwiały utrzymania przyczepności. Na jednym zakręcie w okolicach Lasku Wolskiego przednie koło wpadło mi w poślizg, ale jakimś cudem obyło się bez „gleby”. Od tego momentu zacząłem mocno redukować prędkość przed zakrętami.


Zmarznięci i mokrzy dotarliśmy w końcu do domu. Teraz pozostało tylko mycie bike’ów pranie ubrań. Nagrodą za nasze trudy był ciepły prysznic, suche ciuchy oraz pyszny obiad. Wieczorem usiedliśmy w trójkę przy piwku i rozmawialiśmy do późnej nocy. O czym? Oczywiście zaczęliśmy planować kolejny wspólny wypad…



Kompletną galerię zdjęć znajdziecie TUTAJ.

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj