bikeWorld.pl | bikeKatalog.pl | Forum


Pobieram dane...

Sylwester Szmyd

Od kilkunastu lat ściga się we Włoszech, gdzie cieszy się ogromnym szacunkiem kibiców. Jego akcje kurczą peleton do minimum, w końcu to jeden z najlepszych gregario na świecie! więcej
Tour de France (506) Giro d Italia (475) Doping (353) Alberto Contador (300) Vuelta a Espana (296) Tour de Pologne (242) Lance Armstrong (214) UCI (154) Marek Konwa (145) Mark Cavendish (141) Mistrzostwa Świata (140) Alejandro Valverde (133) Astana (119) Puchar Świata (115) Sylwester Szmyd (109) Fabian Cancellara (106) Maja Włoszczowska (100) Skandia (97) Cadel Evans (97) Andrzej Kaiser (93) Tom Boonen (93) Sven Nys (86) Puchar Åšwiata (81) Trening (80) Mariusz Gil (79) Anna Szafraniec (74) Mazovia (74) Marek Galiński (73) Bike Maraton (71) Tour Down Under (69) JBG2 MTB Team (67) Andy Schleck (63) Mistrzostwa Polski (63) Mistrzostwa Åšwiata (62) Puchar Polski (62) Beskidy (62) Thor Hushovd (60) Shimano (59) Zdenek Stybar (58) Bradley Wiggins (57) Mistrzostwa Europy (57) Philippe Gilbert (57) Cape Epic (54) Ivan Basso (54) Aleksandra Dawidowicz (54) Paryż Nicea (53) Alessandro Petacchi (53) Danilo Di Luca (53) Marek Rutkiewicz (53) Tirreno Adriatico (53) Niels Albert (53) Carlos Sastre (52) CCC Polkowice (52) CCC Polsat (52) Levi Leipheimer (51) Paula Gorycka (50) Dieta (50) Maja WÅ‚oszczowska (50) CERA (50) Saxo Bank (49) Denis Menchov (49) Andre Greipel (48) Alexandre Vinokourov (48) Joaquin Rodriguez (48) Maciej Bodnar (48) UCI Pro Tour (47) Michele Scarponi (45) Christoph Sauser (44) AFLD (43) Vincenzo Nibali (43) Olimpiada (42) Dauphine Libere (42) Quick Step (42) Marcin Sapa (41) Marek Cichosz (41) Grand Prix MTB (41) Robert Banach (40) Frank Schleck (40) Damiano Cunego (40) SRAM (39) Trans Alp (39) Bogdan Czarnota (39) Tomasz Jaroński (39) Liquigas (39) Milan Sanremo (39) Stefan Schumacher (39) Paweł Szczepaniak (38) Riccardo Ricco (38) Paryż - Roubaix (37) MTB Marathon (37) Bartosz Banach (37) Marek GaliÅ„ski (37) Lars Boom (36) Operacion Puerto (36) Chris Hoy (36) Alessandro Ballan (35) Team Sky (35) Rafał Ratajczyk (34) Pro Liga (34) Tour de Suisse (34) Ronde van Vlaanderen (34) Julien Absalon (33) MTB Challenge (33) Team RadioShack (33) CONI (32) Team Columbia (32) Kross (32) Lampre (32) CAS (32) Tyler Farrar (32) Piotr Brzózka (31) Davide Rebellin (31) Kevin Pauwels (31) Eska Fujifilm (31) Kacper Szczepaniak (30) Bart Brentjens  (30) Oscar Freire (30) Bernhard Kohl (29) Wojciech Halejak (29) Thomas Voeckler (29) Rabobank (28) Cannondale (28) Odzież (28) Targi (28) MTB Trophy (28) Superprestige (28) Bartosz Janowski (28) Maciej Paterski (28) Paolo Bettini (28) Powerade (28) Koła (28) Crocodile Trophy (27) UCI Pro Continental (27) Samuel Sanchez (27) Opony (27) Omega Pharma Lotto (27) Tour of California (27) Peter Sagan (27) Sylvain Chavanel (27) Andreas Kloeden (26) Franco Pellizotti (26) Specialized (26) Eurobike (26) DH (26) Robbie McEwen (26) Johan Bruyneel (26) Bartosz Huzarski (25) MaÅ‚gorzata Wojtyra (25) Tour de Romandie (25) Kornel Osicki (25) Gazet Van Antwerpen (24) Ezequiel Mosquera (24) Trek (24) Pat McQuaid (24) Kask (24) Tony Martin (24) Edvald Boasson Hagen (24) Katusha (24) Zima (24) Andrzej Piątek (23) Liege – Bastogne – Liege (23) Adrian Brzózka (23) Urs Huber (23) Giant (23) Piotr Brzózka (23) Luis Leon Sanchez (23) Przemysław Niemiec (23) Filippo Pozzato (23) Daniele Bennati (22) ITT (22) Karl Platt (22) PZKol (21) Matthew Goss (21) WADA (21) Mróz Active Jet (21) Kamil Kuczyński (21) Roman Kreuziger (21) Jens Voigt (21) Stefano Garzelli (21) Marianne Vos (21) PrzemysÅ‚aw Niemiec (20) Halls Team (20) Cyklokrpaty.pl (20) Allan Davis (20) EPO (20) Renata Dąbrowska (20) RafaÄ™ Ratajczyk (20) Cervelo Test Team (20) Odżywianie (20) RFEC (20) Sunshine Cup (20) MichaÅ‚ GoÅ‚aÅ› (19) Mavic (19) Scott (19) Author (19) Polandbike (19) bikeWorld.pl (19) Łukasz Bujko (19) Łukasz Kwiatkowski (19) Adrian Brzózka (19)
Lista wszystkich tagów
Odyseja andyjska 2009
Wyjazd w Andy miaÅ‚ być pierwszÄ… pozaeuropejskÄ… podróżą w moim życiu. Nie bardzo wiedziaÅ‚em, czego siÄ™ spodziewać. Zaznaczam, wybieraÅ‚em siÄ™ w góry. Też zresztÄ… najwyższe w mojej dotychczasowej karierze.
Logistyka zaprzÄ…taÅ‚a moje myÅ›li przez dÅ‚uższy czas, pod góry trzeba byÅ‚o przecież jakoÅ› dojechać. SzukajÄ…c materiaÅ‚ów natrafiÅ‚em na Janne Coraxa, Szweda, który od lat z powodzeniem łączy zamiÅ‚owanie do wysokich gór i do dwóch kóÅ‚ek. No i już miaÅ‚em nowego idola. Raz siÄ™ żyje, decyzja zostaÅ‚a podjÄ™ta, jadÄ™ w Andy na rowerze.

Szczerze mówiÄ…c, nie miaÅ‚em wczeÅ›niejszych doÅ›wiadczeÅ„ z turystykÄ… rowerowÄ…. JeździÅ‚em na dÅ‚ugie wycieczki, startowaÅ‚em w rajdach przygodowych, ale sakwy byÅ‚y dla mnie nowoÅ›ciÄ…, wczeÅ›niej jakoÅ› mnie do nich nie ciÄ…gnęło. W koÅ„cu, co to za radość jeździć na takim ciężkim rowerze? – myÅ›laÅ‚em. A teraz nagle staÅ‚em siÄ™ posiadaczem trójkoÅ‚owej rowerowej ciężarówki. Cztery sakwy od Crosso, na bagażniku plecak górski, no i kolejne dwie sakwy na nowym modelu przyczepki Extrawheel, Å›wieżo przetestowanym przez Duszak Team, także zresztÄ… w Ameryce PoÅ‚udniowej. Razem z rowerem jakieÅ› 50 kg bagażu. Cargo nadane, wsiadÅ‚em w samolot i z polskiej zimy przeniosÅ‚em siÄ™ w letnie upaÅ‚y Santiago de Chile.


ParÄ™ dni w Santiago pozwoliÅ‚o mi siÄ™ zaaklimatyzować. Miasto wyglÄ…daÅ‚o bardzo schludnie i europejsko, może tylko twarze przechodniów byÅ‚y trochÄ™ mniej nadwiÅ›laÅ„skie. No i uÅ›wiadomiÅ‚em sobie, że ja przecież nie znam hiszpaÅ„skiego. Angielski byÅ‚ jeszcze mniej popularny niż u nas, wiÄ™c na poczÄ…tku rozmawiaÅ‚em gÅ‚ównie z gringos. Z rozdziawionÄ… gÄ™bÄ… sÅ‚uchaÅ‚em podróżniczych historii moich nowych hostelowych znajomych. I sÅ‚yszaÅ‚em coraz gÅ‚oÅ›niej zew mojej wÅ‚asnej drogi. Wreszcie dotarÅ‚o cargo z rowerem i mogÅ‚em ruszyć w stronÄ™ Pacyfiku.


Pierwszy dzieÅ„, to oczywiÅ›cie pierwsze problemy. OkazaÅ‚o siÄ™, że jedyna droga nad ocean to autostrada a na autostradzie sÄ… tunele przez góry. Na rowerze naturalnie nie wolno. Cóż byÅ‚o robić. KrzyknÄ…Å‚em ‘Hola!’ strażnikom na bramkach i z udawanÄ… pewnoÅ›ciÄ… siebie ich wyminÄ…Å‚em. Samochody Å›migaÅ‚y, ciężki rower pod górÄ™ nie chciaÅ‚ sam wjeżdżać, gwoździe dziurawiÅ‚y dÄ™tkÄ™ a sÅ‚oÅ„ce Å›wieciÅ‚o. Kiedy po 120 km dojechaÅ‚em do Valparaiso, byÅ‚em jednym wielkim zwÄ…tpieniem. CaÅ‚y poparzony od sÅ‚oÅ„ca, nogi miaÅ‚em jak baniaki a to przecież byÅ‚ tylko lekki zjazd do oceanu. To co bÄ™dzie dalej?!

ObÅ‚ażąc ze skóry znad Pacyfiku zawróciÅ‚em na wschód w stronÄ™ Andów. O, jak ja nie mogÅ‚em siÄ™ doczekać tego górskiego chÅ‚odu, wiatru i Å›niegów! Najpierw jednak trzeba tam byÅ‚o podjechać. Po dwóch dniach staÅ‚em już na chilijskim posterunku granicznym. Od Argentyny oddzielaÅ‚ mnie tunel drogowy Paso de los Libertadores na wysokoÅ›ci 3000 m. Nie dla rowerów... Szukać okazji, która mnie przewiezie, czy wjeżdżać szutrowÄ… drogÄ… na 3700 m na przełęcz Paso Cristo Redentor? Kilkaset metrów wyżej przeklinaÅ‚em swojÄ… decyzjÄ™.

Niezliczone serpentyny, miÄ™kka nawierzchnia i przeÅ‚ożenie 1-1. Jednak stojÄ…c na przełęczy pod statuÄ… Chrystusa Zbawiciela symbolizujÄ…cÄ… wieczysty pokój chilijsko-argentyÅ„ski, byÅ‚em z siebie dumny. ZresztÄ… podjazd byÅ‚ już za mnÄ… a przede mnÄ… piÄ™trzyÅ‚ siÄ™ masyw Aconcagua, najwyższego szczytu andyjskiego. Jeszcze tylko szalony zjazd na 2400 m do Puente del Inca i czas byÅ‚o odstawić rower na rzecz butów. Aconcagua czekaÅ‚a.

W planach miaÅ‚em trawers góry z podejÅ›ciem przez dolinÄ™ Vacas i wejÅ›ciem przez Lodowiec Polaków a powrót drogÄ… normalnÄ… przez dolinÄ™ Horcones. Sezon siÄ™ koÅ„czyÅ‚ i baza na Plaza Argentina pustoszaÅ‚a. Kiedy wreszcie jako tako siÄ™ zaaklimatyzowaÅ‚em i ruszyÅ‚em do góry, pogoda postanowiÅ‚a zasygnalizować koniec lata. UtknÄ…Å‚em na tydzieÅ„ sam w dwójce, czyli obozie pod samym lodowcem na wysokoÅ›ci 5800 m. MogÅ‚em zejść tak jak wszyscy do bazy, ale z każdym dniem miaÅ‚em nadziejÄ™ na poprawÄ™ warunków, wiÄ™c czekaÅ‚em. Kiedy wreszcie pojawiÅ‚o siÄ™ okno pogodowe, staÅ‚o siÄ™ jasne, że jedynÄ… szansÄ… na wejÅ›cie na szczyt jest trawers na drogÄ™ normalnÄ… – na lodowcu byÅ‚o za dużo Å›wieżego Å›niegu.


PrzenoszÄ…c siÄ™, straciÅ‚em okulary i przeÅ›wietliÅ‚em sobie oczy... Kolejne dwa dni musiaÅ‚em spÄ™dzić z zamkniÄ™tymi oczami w namiocie leczÄ…c Å›lepotÄ™ Å›nieżnÄ…. W tym czasie inny zespóÅ‚ dwukrotnie zawróciÅ‚ z powodu wiatru z prób ataku szczytowego. Gdy podjÄ™li decyzjÄ™ o odwrocie, ich przewodnik zostawiÅ‚ mi zapasowe okulary przeciwsÅ‚oneczne, żebym dzieÅ„ po nich zszedÅ‚ do bazy. Moje pozwolenie siÄ™ koÅ„czyÅ‚o i straciÅ‚em już nadziejÄ™ na szczyt, zresztÄ… poza mnÄ… wysoko na górze nikogo już nie byÅ‚o. A tu nagle nastÄ™pnego poranka – lampa. ByÅ‚o co prawda późno, ale przynajmniej nie wiaÅ‚o i mogÅ‚em już otworzyć oczy. Zaskoczony ruszyÅ‚em do góry. Po kilku godzinach szczyt byÅ‚ mój – „dziÄ™ki” dÅ‚ugiemu zaÅ‚amaniu pogody byÅ‚em niemalże sam na tak popularnej górze.

Gdy dwa dni później stanÄ…Å‚em nagi pod prysznicem w Puente del Inca, nie wiedziaÅ‚em czy Å›miać siÄ™, czy pÅ‚akać. Pod AconcaguÄ™ wszedÅ‚em ja, a ze szczytu wróciÅ‚ jakiÅ› poodmrażany na twarzy i zaroÅ›niÄ™ty typ z BMI skoczka narciarskiego. ZjeżdżajÄ…c na rowerze w doliny czuÅ‚em jak lycra faluje na moim wychudzonym udzie a z powodu infekcji z gardÅ‚a wydobywaÅ‚ mi siÄ™ gÅ‚os Jana Himmilsbacha. Nie byÅ‚o jednak czasu na roztkliwianie siÄ™ nad sobÄ…, trzeba byÅ‚o jechać na póÅ‚noc.
 

Tymczasem zjechaÅ‚em w doliny i to byÅ‚o prawdziwe wytchnienie od górskiej pustyni. To znaczy, w dolinach też byÅ‚a pustynia, z tym, że cieplejsza, jednak miasteczka stanowiÅ‚y zielone oazy w tym martwym kamiennym krajobrazie. Trawa, konie, zapach topoli po prostu oszaÅ‚amiaÅ‚y. No i spotkaÅ‚em Jaffy’ego – Nepalczyka, który od roku jechaÅ‚ z Kaliforni w kierunku Ziemi ognistej na swoim góralu zaopatrzonym w przyczepkÄ™ Boba. PoderwaÅ‚ tu jakÄ…Å› dziewczynÄ™, wiÄ™c zatrzymaÅ‚ siÄ™ na parÄ™ dni. Ja natomiast najadÅ‚em siÄ™, nawdychaÅ‚em tych wszystkich zapachów i ruszyÅ‚em dalej do Barreal, miasteczka, z którego miaÅ‚em atakować kolejny szeÅ›ciotysiÄ™cznik, Mercedario. Po drodze jeszcze zaliczyÅ‚em paskudnÄ… glebÄ™, kiedy na zjeździe urwaÅ‚ siÄ™ dÅ‚ugo wyczekiwany asfalt a ja rozpÄ™dzony wskoczyÅ‚em w miÄ™kki szuter. Ja w lewo, przyczepka w prawo i w locie zdążyÅ‚em tylko zastanowić siÄ™, kiedy mnie ktoÅ› tu znajdzie poÅ‚amanego. Na szczęście skoÅ„czyÅ‚o siÄ™ na kilku niegroźnych obtarciach i doÅ›wiadczeniu, że trzeba jeździć ostrożniej, bo to nie XC i tak ciężki rower błędów nie wybacza.

A Barreal miaÅ‚o urok prawdziwego pueblo jak z westernu. Ciche, zielone i prowincjonalne w najlepszym tego sÅ‚owa znaczeniu. ZupeÅ‚nie mi siÄ™ nie chciaÅ‚o stamtÄ…d wyjeżdżać. Nawet jednostka wojskowa, gdzie zaÅ‚atwiaÅ‚em pozwolenie na wyjÅ›cie na wyjÅ›cie w góry, byÅ‚a tak przyjemnie senna a żoÅ‚nierze tacy przyjacielscy, że aż siÄ™ nie chciaÅ‚o wierzyć, że istniejÄ… tak bÅ‚ogie miejsca – z jednej strony cywilizowane, a z drugiej strony, żyjÄ…ce swoim wÅ‚asnym rytmem, zupeÅ‚nie oderwane od tego, co dzieje siÄ™ w wielkim Å›wiecie.

Rowerem dojechaÅ‚em do Santa Ana – tu, na wysuniÄ™tym posterunku dwóch żoÅ‚nierzy Å‚owiÅ‚o ryby, karmiÅ‚o konie i piÅ‚o fernet oglÄ…dajÄ…c wieczorem telewizjÄ™. Znowu nie chciaÅ‚o mi siÄ™ nigdzie ruszać... Jednak dalszy trekking dolinÄ… Rio Colorado okazaÅ‚ siÄ™ wart wysiÅ‚ku, chociaż trudny, bo obfitujÄ…cy w liczne przejÅ›cia przez rwÄ…cÄ… rzekÄ™. Samo wejÅ›cie na Mercedario poszÅ‚o szybko. PiÄ™kna, stroma linia wiodÄ…ca przez poÅ‚udniowÄ… Å›cianÄ™ budziÅ‚a respekt, ale 2400 m deniwelacji do szczytu udaÅ‚o siÄ™ pokonać w pojedynczym ataku. MuszÄ™ przyznać, że powrót po dwudziestu godzinach przez charakterystyczne dla Andów Å›niegi pokutujÄ…ce, czyli penitenty odbywaÅ‚ siÄ™ już „na oparach”.

I znowu Barreal, i znowu rower. Wciąż jechaÅ‚em na póÅ‚noc, w kierunku ostatniego górskiego celu – rejonu Puna de Atacama. Kilka dni jazdy, księżycowe krajobrazy, noclegi na pustyni, piÄ™kne kaniony. Coraz bardziej czuÅ‚em siÄ™ „u siebie” bÄ™dÄ…c w drodze. A w cieniu zrujnowanego domu, jedynym w okolicy miejscu, gdzie można schować siÄ™ od palÄ…cego sÅ‚oÅ„ca, stoi Michel – pielÄ™gniarz z Francji – i spokojnie obiera sobie jabÅ‚ko. WÅ‚aÅ›nie koÅ„czy swojÄ… trzymiesiÄ™cznÄ… rowerowÄ… podróż po Argentynie, Chile i Boliwii. Co roku bierze dÅ‚ugi urlop i rusza gdzieÅ› z rowerem, ostatnio byÅ‚ na Kubie, wczeÅ›niej na Tajlandii a teraz już myÅ›lami jest przy nastÄ™pnej podróży. Wymieniamy informacje i każdy rusza w swojÄ… stronÄ™. Kolejne dni i przychodzi pora wymienić klocki hamulcowe. A w San Jose de Jachal wszystko zamkniÄ™te. Dlaczego? No jak to, przecież jest Å›wiÄ™to San Jose! Jednak Francisco, który siedzi i pije mate na Å‚awce przed domem ma znajomego, który zna wÅ‚aÅ›ciciela warsztatu. Z nowymi klockami ruszam dalej w stronÄ™ Puny.

OdlegÅ‚oÅ›ci miÄ™dzy miasteczkami sÄ… dla Europejczyka wprost niewyobrażalne. Proste ciÄ…gnÄ… siÄ™ po kilkadziesiÄ…t kilometrów. ZÅ‚apaÅ‚em już jednak rytm, bagaż mi nie ciąży i mam wrażenie, że odlegÅ‚ość sama ucieka spod kóÅ‚.

Wreszcie Vinchina - ostatnia osada przed PunÄ…. Strażnik parku narodowego za nic nie chciaÅ‚ nie przepuÅ›cić, dowiedziawszy siÄ™ o moich planach, jednak wreszcie, widzÄ…c, że nic nie wskóra, daÅ‚ za wygranÄ…. Ja graÅ‚em twardego, chociaż sam nie bardzo wiedziaÅ‚em, co mnie czeka.

NastÄ™pnego dnia, po dwóch tysiÄ…cach metrów podjazdu byÅ‚em już po Å›rodku Wielkiej Przestrzeni. Na wysokoÅ›ci ponad 4000 m rozpoÅ›cieraÅ‚a siÄ™ błękitna laguna a wokóÅ‚, jak okiem siÄ™gnąć, kamienna pustynia, z której wyrastaÅ‚y kopce kolejnych szeÅ›ciotysiÄ™czników. Jedynymi przejawami życia byÅ‚y brodzÄ…ce w jeziorze flamingi i wikunie skubiÄ…ce rachityczne roÅ›linki. Nad lagunÄ… staÅ‚ niewielki kamienny schron – przed stu laty zbudowano ich całą sieć, by pomóc przetrwać w tym niegoÅ›cinnym otoczeniu podróżnym przeprawiajÄ…cym siÄ™ przez Andy do Chile. Choć dziÅ› nieużytkowany, szlak ten wkrótce odzyskać ma dawne znaczenie – tuż nad lagunÄ… niespodziewanie napotkaÅ‚em gÅ‚adkÄ… asfaltowÄ… drogÄ™. Ponieważ jednak jest ona budowana od strony granicy, nie ma na razie połączenia z dolinami. WalczÄ…c z wiatrem mijaÅ‚em osÅ‚upiaÅ‚ych operatorów maszyn drogowych, zastanawiajÄ…cych siÄ™ pewnie, skÄ…d siÄ™ tu wziÄ…Å‚ ten Don Kichot. Szybko jednak opuÅ›ciÅ‚em drogÄ™ i po Å›ladach samochodów terenowych skierowaÅ‚em siÄ™ do kaldery Corona del Inca – najwyżej poÅ‚ożonego żeglownego jeziora na Å›wiecie (cokolwiek to znaczy...). Rower, w przeciwieÅ„stwie do samochodów, ma jednak tylko dwa wÄ…skie koÅ‚a, wiÄ™c szybko zamieniliÅ›my siÄ™ miejscami i przez piaszczystÄ… dolinÄ™ wÄ™drowaliÅ›my już obok siebie lub on na mnie. Na 5000 m poddaÅ‚em siÄ™ i porzuciÅ‚em swego rumaka, do kaldery nie byÅ‚o mu dane dotrzeć. Po drodze wszedÅ‚em jeszcze na kolejny szeÅ›ciotysiÄ™cznik Bonete Chico, minÄ…Å‚em jezioro i skierowaÅ‚em siÄ™ dalej na piechotÄ™ w stronÄ™ masywu Monte Pissis. Samo wejÅ›cie na trzeci co do wysokoÅ›ci szczyt andyjski poszÅ‚o szybko, ale za to na mojÄ… psychikÄ™ zaczęła dziaÅ‚ać potÄ™ga Puny.

Nastroje wahaÅ‚y siÄ™ od euforii do zaÅ‚amaÅ„ bliskich pÅ‚aczu. W każdÄ… stronÄ™ od najbliższej osady dzieliÅ‚o mnie co najmniej 200 km. W jednej chwili podziwiaÅ‚em tÄ™ niesamowitÄ… przestrzeÅ„, intensywność kolorów skaÅ‚ i nieba, a po chwili nachodziÅ‚y mnie myÅ›li, że jestem tam sam, gÅ‚odny a jak coÅ› mi siÄ™ stanie, to nikt mnie nie znajdzie, tak jak tego Anglika parÄ™ lat temu.

Mimo wszystko, gdy wróciÅ‚em do asfaltu, zgodnie z planem skierowaÅ‚em siÄ™ jaszcze dalej w głąb Puny. Nocleg w tymczasowej bazie robotników i spotkanie z ludźmi znacznie poprawiÅ‚y moje morale. ByÅ‚em gotów, by ruszyć w bezdroża. MiaÅ‚em okrążyć masyw Pissis. WiedziaÅ‚em, że udaÅ‚o siÄ™ to kilku ekspedycjom 4x4, wiÄ™c miaÅ‚em nadziejÄ™, że mi też siÄ™ uda. Na poczÄ…tku szÅ‚o nieźle – podÅ‚oże byÅ‚o dość twarde a kamienie niezbyt duże. Jednak po kilku godzinach moja dolina zaczęła siÄ™ zwężać i zamieniÅ‚a siÄ™ w głęboki kanion. Jechać już od dawna siÄ™ nie daÅ‚o. RozebraÅ‚em wiÄ™c bagaże i ratami wyniosÅ‚em wszystko na pÅ‚askowyż nad kanionem. OczywiÅ›cie okazaÅ‚o siÄ™, że jestem z jego zÅ‚ej strony, bez możliwoÅ›ci przeprawienia siÄ™ na drugÄ… stronÄ™, gdzie znajdowaÅ‚ siÄ™ Å‚atwy teren, którym wÅ‚aÅ›nie udaÅ‚o siÄ™ przejechać wyprawom samochodowym. Å»eby siÄ™ tam znaleźć należaÅ‚o wyjść z doliny znacznie wczeÅ›niej. NastÄ™pne dwa dni na zmianÄ™ nosiÅ‚em i pchaÅ‚em rower przez wielkie gÅ‚azy skrajem kanionu lub Å›rodkiem rzeki nim pÅ‚ynÄ…cej. Pięć kilometrów dziennie. Wreszcie udaÅ‚o mi siÄ™ znaleźć sÅ‚aby punkt w zboczu wÄ…wozu i wyjść na jego wÅ‚aÅ›ciwÄ… stronÄ™. Kanion wreszcie skoÅ„czyÅ‚ siÄ™ a ja mogÅ‚em odtaÅ„czyć dziki taniec zwyciÄ™stwa u progu rozlegÅ‚ej pÅ‚askiej doliny. WiedziaÅ‚em już, że dam radÄ™. ZresztÄ… opcji wycofania siÄ™ raczej nie byÅ‚o. Jechać siÄ™ wciąż nie daÅ‚o z powodu piaszczystego podÅ‚oża, ale za to pchanie szÅ‚o o wiele szybciej. Wreszcie znowu zobaczyÅ‚em pojedyncze Å›lady samochodów terenowych i nawet udawaÅ‚o siÄ™ pokonywać kawaÅ‚ki na siodeÅ‚ku. PrzeÅ‚ożenie oczywiÅ›cie 1-1. Za przełęczÄ… na 5200 i mroźnym noclegu (amplitudy temperatur w Punie sÄ… bardzo wysokie), wjechaÅ‚em w twardszÄ…, bo pokrytÄ… solÄ… dolinÄ™ i dość szybko dojechaÅ‚em do kolejnego wielkiego jeziora – Laguna Verde. Znowu wreszcie spotkaÅ‚em ludzi – jezioro jest stosunkowo popularnym celem dla miÅ‚oÅ›ników samochodów terenowych. CzekaÅ‚ mnie kolejny dzieÅ„ z ciężkimi podjazdami, piaszczystymi dolinami, uszkodzonymi wózkiem przerzutki i po szalonym póÅ‚torakilometrowym (w pionie) zjeździe mogÅ‚em ucaÅ‚ować prawdziwy, połączony ze Å›wiatem asfalt. Od wczoraj miaÅ‚em już resztki jedzenia a tu siÄ™ okazaÅ‚o, że do najbliższego miasteczka Fiambala jest jeszcze 100 km. Na szczęście prawie caÅ‚y czas w dóÅ‚, wiÄ™c nastÄ™pnego dnia po trzech godzinach jazdy mogÅ‚em siÄ™ już rzucić na zapasy miejscowego sklepu.

Po regeneracji w pobliskich gorÄ…cych źródÅ‚ach i kilkudniowym odpoczynku... zawróciÅ‚em w stronÄ™ Puny. Znany mi już ze zjazdu odcinek szedÅ‚ tym razem trochÄ™ wolniej, poza tym spotkaÅ‚em kolejnego sakwiarza – pod górÄ™ toczyÅ‚ siÄ™ Constantino, ArgentyÅ„czyk, który wielkanocny urlop postanowiÅ‚ wykorzystać na krótkÄ… wizytÄ™ w Chile u stóp wulkanu Ojos del Salado – drugiego najwyższego szczytu w Andach. PrzejechaliÅ›my wspólnie jeden dzieÅ„, po czym znów opuÅ›ciÅ‚em asfalt, by wejść na wspomniany wulkan od rzadko uczÄ™szczanej argentyÅ„skiej strony. WejÅ›cie odbyÅ‚o siÄ™ w ekspresowym tempie, do tego nowÄ… drogÄ…, drugÄ… już polskÄ… na tym szczycie – jego pierwszymi zdobywcami byli w 1937 r. Wojsznis i SzczepaÅ„ski. Tak wiÄ™c na Ojos del Salado po „Ruta Polaca” pojawiÅ‚a siÄ™ jeszcze „Ruta Varsoviana”.

Po czterech dniach w górach wróciÅ‚em na rower i czekaÅ‚ mnie dÅ‚ugi podjazd na granicznÄ… przełęcz Paso San Francisco. Kierowcy nielicznych mijajÄ…cych mnie samochodów kibicowali mi, gdy wspinaÅ‚em siÄ™ powoli na liczÄ…cÄ… 4800m przełęcz. StÄ…d jeszcze 200 km i dojadÄ™ do najbliższego miasteczka w Chile – Copiapo. Jednak najpierw czekaÅ‚o mnie kilka zjazdów i podjazdów, oraz walka z huraganowym wiatrem wiejÄ…cym od strony oceanu. Dopiero ostatnie 120 km zjazdu miaÅ‚o być Å‚atwiejsze fizycznie, chociaż i tak peÅ‚ne emocji – pokonaÅ‚em je ze Å›redniÄ… prÄ™dkoÅ›ciÄ… blisko 40 km/h – kto jeździÅ‚ tak dociążonym rowerem po górskich drogach, ten wie jakie to uczucie.

Moja poÅ‚udniowoamerykaÅ„ska przygoda zbliżaÅ‚a siÄ™ do koÅ„ca. Jeszcze tylko 800 km drogi na poÅ‚udnie do Santiago de Chile. Częściowo po uczÄ™szczanej autostradzie nr 5, z której szybko uciekÅ‚em na lokalne drogi wiodÄ…ce wzdÅ‚uż wybrzeża oceanu, potem przez coraz bardziej zielone ku poÅ‚udniowi poprzeczne górskie doliny. OpuÅ›ciÅ‚em region Atacama, z czasem coraz mniej widać byÅ‚o kaktusów i pustynnych krzewów. Coraz wiÄ™cej gajów oliwnych i owocowych. Codziennym rytuaÅ‚em byÅ‚a wizyta w supermarkecie i wtÅ‚aczanie w siebie gigantycznych iloÅ›ci kalorii, tak potrzebnych przy przejazdach przez kolejne grzbiety.

Wreszcie po kilku dniach i finiszowym Å›ciganiu z kolarzami amatorami na szosówkach zamknÄ…Å‚em swojÄ… pÄ™tlÄ™ i stanÄ…Å‚em u stóp wzgórza San Cristobal w stolicy Chile. ZaroÅ›niÄ™ty, opalony na heban i wyżyÅ‚owany jak nigdy dotÄ…d mogÅ‚em opowiadać swoje historie innym gringos, którzy dopiero co przyjechali i tym razem to oni sÅ‚uchali mnie z rozdziawionymi ustami. A ja wiedziaÅ‚em, że po tym wyjeździe nic nie bÄ™dzie takie sam. Już zaczynaÅ‚em kombinować – gdzie by tu pojechać w nastÄ™pnym roku? Ekspedycyjny wirus zÅ‚apaÅ‚ mnie na dobre.


PS.
ChciaÅ‚bym bardzo podziÄ™kować firmom, które pomogÅ‚y mi w realizacji tego wyjazdu – Extrawheel za Å›wietnÄ… przyczepkÄ™, Crosso za niezawodne sakwy i nadajnikowi satelitarnemu Spot, który zwiÄ™kszyÅ‚ moje bezpieczeÅ„stwo i pozwoliÅ‚ moim bliskim Å›ledzić moje postÄ™py podczas caÅ‚ej podróży.

Nie bójcie siÄ™ marzyć i swoje marzenia realizować!

Piotrek Kłosowicz


Dodaj do delicji Wykop to
KomentarzeKomentarze komentarzy 7
inspirujące! Wspaniały wyczyn - jak dla mnie trochę na granicy szaleństwa :)
Cudowne, że przetrwałeś to psychicznie i fizycznie - szczególnie ten kanion, z którego nie mogłeś wyleżć!
Niie znajduję słów podziwu dla Twojego hartu ducha! Brawo!
dodany przez: aka dnia 24-01-2010 z IP: 83.6.176.148
Podziwiam Wspaniale jest spełniać swoje marzenia! dodany przez: Znajoma z urodzin Michała dnia 24-01-2010 z IP: 188.146.186.57
Linki Piotrze, a gdzie linki do twojej spontan relacji na bieżąco, no i jeszcze koniecznie ten do filmiku złożonego po po powrocie !? to jest po prostu must be - dla mnie w tym jest właśnie power, na główne miejsce w tej relacji :) dodany przez: jip dnia 24-01-2010 z IP: 95.41.9.10
SUUUPER Extra przygoda. Gratuluję pomysłu i wytrwania. Myślę, ze masz rację, żenic już nie będzie takie samo. Powodzenia w przyszłych wyprawach. dodany przez: Maria dnia 28-12-2009 z IP: 188.147.104.2
Kapitał Jakieś 5 zł.
A tak na serio - gdy zaczynasz od takich pytań, to znaczy, że jeszcze nie masz nawet co myśleć o takiej wyprawie.
dodany przez: CM dnia 07-12-2009 z IP: 80.239.242.127
How much? Wspaniała przygoda, tylko pozazdrościć. Jak dużo kapitału pochłania taka wyprawa? ktoś wie? dodany przez: mielemkm dnia 06-12-2009 z IP: 83.11.226.143
Super Bardzo dobry artykuł, od razu mi humor poprawił. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów w podróżach. dodany przez: viatrak dnia 05-12-2009 z IP: 89.229.73.36
 

© bikeWorld.pl 2011 Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie oraz rozpowszechnianie materiałów zawartych na niniejszej stronie jest zabronione!