Pobieram dane...
| Artur Lorenc 07-12-2008, Niedziela |
Komentarzy: 1 Tagi: |
Cel wyprawy to oczywiście przemierzenie trasy z Konina do Dakaru, ale jak zawsze całość składa się z mniejszych części. Na tej drodze czekają takie wyzwania jak: Alpy, Pireneje, w Maroku góry Atlas i oczywiście Sahara.
Atlas Wysoki, najwyższy grzbiet górski Afryki Północnej biegnie ukośnie przez całe terytorium Maroka od wybrzeża Atlantyku, na północny wschód od Agadiru, do granicy z północną Algierią. Berberowie nazywają go Idraren Draren – Góry Gór. Oglądając krajobraz Atlasu Wysokiego na fotografiach odczuwam niesamowity dreszczyk podniecenia. Dla mnie to kwintesencja dzikości, surowości, a o cywilizacji można zupełnie zapomnieć... lub też za nią zatęsknić.
Punktem początkowym podróży jest Konin - moje miasto rodzinne. Właśnie stąd wyruszę na rowerze do Dakaru. Pierwszy etap to przejazd przez kontynent europejski. Być może użycie słowa rozgrzewka w stosunku do niego nie jest najwłaściwsze, ale rzeczywiście jest to pewnego rodzaju wstęp do tego, co stanowi dla mnie prawdziwą inspirację. Po przejechaniu ponad 3500 kilometrów przepłynę promem z Hiszpanii do Maroka i wtedy rozpocznie się afrykańska część przygody. Nie chcę mówić, że ta lepsza, czy bardziej emocjonująca, bo podróż zawsze jest przeżyciem magicznym, ale skłamałbym mówiąc, że nie mam większych dreszczy podekscytowania, gdy myślę właśnie o Afryce. Planując trasę każdy wybiera miejsca, które szczególnie go interesują. Podróżując rowerem staram się omijać większe miasta i wybierać takie regiony, które na mapie wyglądają trochę jak monotonne plamy, przez które leniwie wije się nitka asfaltu, a w rzeczywistości to właśnie one są dla mnie kwintesencją przygody, jaką może dać obcowanie z naturą i dzikimi krajobrazami. Dlatego właśnie trasa w Maroko prowadzi nieco bardziej w głąb kraju przez Atlas Wysoki.
Przejazd przez Saharę Zachodnią i Mauretanię to przemierzanie bezkresnej pustyni, ale już nieco "okiełznanej" przez człowieka bowiem przez saharyjskie piaski wije się niczym wąż czarna linia asfaltu co umożliwia jazdę bez napędu 4x4, a nawet na dwóch kółkach napędzanych siłą własnych mięśni, mam przynajmniej taką nadzieję. Oczywiście zdarzają się niespodzianki w postaci piaszczystych wydm, które akurat wybrały sobie tą jedyną drogę jako miejsce swojego leżakowania. Pewne ucywilizowanie nie oznacza, że nagle wzdłuż całej trasy nagle wyrosły miasteczka i podczas mojej podróży będą odcinki, gdzie zapas wody na kilka dni będę musiał wieźć ze sobą. Największą niewiadomą pozostaje jednak sytuacja w Mauretanii, która potrafiła być ostatnio dość napięta, ale ja mam nadzieję, że mimo wszystko uda mi się zrealizować to marzenie zachowując jednocześnie zdrowy rozsądek.
Uczestnik




Zobacz także...Turystyka: Światowe ekspedycjie
21.01



KomentarzeKomentarze
komentarzy 1
| Patronat medialny - IMPREZY |
|
| Patronat medialny - DRUŻYNY |
|
© bikeWorld.pl 2011 Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie oraz rozpowszechnianie materiałów zawartych na niniejszej stronie jest zabronione!