SRAM X.0 3x10 - pierwsze wrażenia

Premierowe trzydzieści biegów Amerykanów

W ramach wielomiesięcznej kampanii marketingowej Amerykanie ze SRAMa nieustannie podkreślali, że to oni są wynalazcami napędów MTB 2x10.

W tym sezonie dokładnie pod takim hasłem zaprezentowano nowe grupy z 10-biegowymi zębatkami z tyłu, które zastąpią lada moment dotąd dostępne komplety X.0, X.9 i X.7. Tym większe było nasze zdziwienie, gdy w ramach przeglądania materiałów firmowych natknęliśmy się na informację, że topowe X.0 dostępne będzie także w wersji 3x10!

Nowy standard
W dodatku okazało się, że nowa grupa X.0 na początku dostępna jest wyłącznie w wariancie 3x10 - w żadnym z rowerów, które mieliśmy okazję już przetestować w ramach firmowych prezentacji nie spotkaliśmy wariantu 2x10. Cóż było począć, trzydziestkę wzięliśmy na przysłowiowy pierwszy ogień. Przedstawiamy zebrane wnioski. Istotnym pocieszeniem jest przy tym fakt, że grupa jest kompatybilna z innymi napędami SRAMa z sezonu 2011, ale też wieloma zestawami Shimano - bo i takie mieszanki napotkaliśmy. Fakt pozostaje faktem, nowy standard powstał błyskawicznie i trzeba się przyzwyczaić do 10 biegów z tyłu.



Jak to działa?
Pokrewieństwo z zestawem XX jest bardzo wyraźne, żeby nie powiedzieć zaskakujące. Przeszła nam przez głowę nawet myśl, że SRAM strzelił sobie w stopę, bo stworzył poważnego konkurenta do XXa. Nowa grupa nie tylko jest bardzo zbliżona w obsłudze, ale charakteryzuje się praktycznie identyczną ergonomią. Kształt manetek - włącznie z możliwością regulacji kąta ustawienia większych dźwigni - jak i dźwigni hamulcowych, są praktycznie takie same. Odrobinę mniej szlachetne wykończenie wspomnianych elementów, jak też np. ograniczenie do dwóch pozycji przesunięcia manetek w poziomie, można pominąć. Także hamulce mają identyczny zakres regulacji, czyli np. chwaloną wielokrotnie regulację punktu rozpoczęcia hamowania. Tu akurat należy wspomnieć, że nie da się jej użyć w trakcie jazdy - guma osłaniająca od strony przewodu hydraulicznego nie pozwala jej się obracać. Rada? Ustawienie w trakcie postoju, dwoma rękami. Jeśli ktoś miał przyjemność jazdy na XX w przypadku X.0 będzie się czuł jak w domu - obsługa jest równie prosta i intuicyjna. Biegi wchodzą szybko i... głośno. Ta cecha sprzętu SRAMa konsekwentnie nie ulega zmianie.

 



Tył roweru
Fakt, że z gdzieś tam na końcu roweru pojawiło się dodatkowe przełożenie, pozostaje długo niezauważony. Oczywiście, jeśli patrzy się na koło z boku, widać wielką tarczę o 36 zębach, ale zza kierownicy zupełnie się o tym nie pamięta. Biegi się zmienia, zmienia i zmienia, aż manetka przestaje reagować. O fakcie „kończenia” się zakresu można się zorientować tylko po tym, że „wczołganie się” przerzutki na największą zębatkę trwa odrobinę dłużej. Całość rewelacyjnie działa pod obciążeniem, główna w tym zasługa elastycznego łańcucha, który chętnie zagarnia sąsiednie zęby, jak i twardej sprężyny, naciągającej całą przerzutkę. To połączenie działa bardzo dobrze.

Środek maszyny
Większe wrażenie robi jednak zmiana z przodu, gdzie X.0 dzielnie depcze po piętach XX. To nic, że tarcze są trzy, szybkość zmiany jest równie imponująca - kłaniają się rampy wspomagające na całym obwodzie zębatek. Tu nie jest ważne, gdzie akurat znajdują się same ramiona! Dopiero bardzo strome podjazdy powodują, że przerzucanie przestaje być możliwe - szczególnie na małą zębatkę, bo łańcuch nie chce puścić. Tu jak zwykle wystarczy na moment odpuścić korby.

 

 



Kierownica
Pisaliśmy już o samej ergonomii manetek, słów kilka należy poświęcić jakości przerzucania. Jest ono bardzo szybkie, a skoki manetek niewielkie, a jednak po pewnym czasie różnica między XX a X.0 jest zauważalna. Polega ona na... elastyczności samych manetek. Twarde sprężyny w przerzutkach powodują, że manetki - szczególnie duże dźwignie - muszą pokonać znaczny opór. W trakcie swojej drogi „pracują”. Tu rada mogłaby być tylko jedna - wykonanie z całości z metalu, a takie nie są.

comments powered by Disqus

Podobne artykuły